Co testerki i recenzentki lubią najbardziej? Otwierać nowe paczki oczywiście. Tym razem przyszło nam otworzyć paczkę Ambasadora Lenor, przesłaną przez portal everyday.me.


To tylko część zestawu przekazanego nam do testowania, całość zawiera jeden pełnowartościowy produkt Lenor UnStoppables - perełki intensywnie pachnące do prania...


15 próbek po 30g każda do rozdania wśród znajomych oraz...

ulotki bez, których jak zawsze ciężko by się było obejść. W ulotkach do rozdania mamy zawarte podstawowe informacje, jakie powinni wiedzieć nasi znajomi by prawidłowo ich użyć.


Wśród próbek, ulotek i pełnowartościowego produktu nie mogło zabraknąć klasycznego "Przewodnika projektu" i książeczki "Badanie opinii" oraz listu powitalnego.

Testy zaczynamy już od jutra, więc oczekujcie niebawem pełnej recenzji.


Niezmiernie miło mi jest poinformować Was drodzy czytelnicy, że ofeminin.pl pozwoliło, aby w moje łapki do recenzjonowania wpadły perfumy Playboy QUEEN OF THE GAME. Dajcie mi tydzień na wypróbowanie ich a dostaniecie pełną recenzję od A do Z :)



Naładuj się na dłużej, tak brzmi hasło nowej kampanii rekomendacji organizowanej przez portal Rekomenduj.to, jest nam niezmiernie miło, że możemy wziąć w niej udział i przetestować najnowsze, ekologiczne produkty GP.

W tym poście przedstawimy jednak zawartość paczki Ambasadora, a o marce, produktach i ich funkcjonalności dowiecie się już niebawem z kolejnych postów.

 
Co w takim razie wchodzi w skład paczki Ambasadora? Skoro jest to firma GP, to zapewne baterie, ale nie byle jakie, są to akumulatorki NiMH AA i AAA z serii ekologicznej.

Do przetestowania każdy Ambasador dostaje komplet 4 akumulatorków NiMH AA o pojemności 2700  z ładowarką do ich naładowania. Dodatkowo dla dwóch znajomych firma GP przygotowała zestawy po dwa akumulatory AA (2700) i dwa AAA (800). Czy taka wersja zamiast 30 próbek jest satysfakcjonująca? Myślę, że zdecydowanie. Już widzę znajomych Ambasadorów, którzy się przekrzykują aby dostać zestaw do testowania, a z Waszej strony jaki to miły gest :).

Do rozdania mamy również ulotki z informacją o produkcie, który będziemy testować, oraz z informacją o konkursie, w którym można wygrać atrakcyjne nagrody takie jak:  Powerbanki GP, Smartfony czy kultowy skuter Vespa. Jak przystało na rasową kampanię nie mogło nam zabraknąć przewodnika po projekcie, a w nim informacje o produkcie przekazanym do testowania oraz o wersji bardziej ekologicznej z serii ReCyko+, a także cenne wskazówki o tym jak ładować akumulatorki i zapewnić im najdłuższą żywotność.

Nie pozostało mi już nic do dodania, idę testować akumulatory z moimi lampami błyskowymi, myszą, klawiaturą i budzikiem #naladujsienadluzej

Miłej niedzieli!


Wiele z Was już na pewno widziało najnowszą paczkę Ambasadorek LPM, dlatego dziś bardzo króciutko o tym jak ona wygląda.


Już na wstępie widać, że kampania LPM będzie zupełnie inna niż wszystkie. Ekologiczne pudełko, a w nim jeszcze więcej naturalności.



Trzy pełnowymiarowe produkty o pojemności 250ml każde, a wśród nich znajduje się KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC o zapachu maliny i piwonii, który pachnie nawet przez zamknięte opakowanie, PIELĘGNUJĄCY BALSAM DO MYCIA z masłem arganowym, pszczelim woskiem i olejkiem różanym, a na koniec PIELĘGNUJĄCY KREM DO MYCIA z masłem Shea i akacją.

Ale oczywiście to nie koniec, do zestawu tych trzech pięknie pachnących kosmetyków każda Ambasadorka dostała w swojej paczce kupony dla swoich koleżanek dzięki, którym również one mogą w przyszłych kampaniach wziąć udział. A oprócz kuponów w paczka zawiera całą masę 10ml próbek do rozdania.


Na koniec warto wspomnieć o przeuroczym przewodniku po świecie Le Petite Marseillais, o którym opowiem Wam przy okazji recenzowania produktów.

Tymczasem miłego piątuniaaaaaaaa :)

#AmbasadorkaLPM



Mój urlop choć krótki był przesympatyczny, czas spędziłam w Wiśle. Chciałabym podzielić się z Wami moją ulubioną restauracją w Wiśle. Nie mam swoich zdjęć, więc pożyczam zdjęcia z oficjalnej strony restauracji.

W moim menu tego lata znalazły się takie potrawy jak:
  • Barszcz czerwony z uszkami
  • Oscypek grillowany z żurawiną
  • Jadło leśniczego  (dwa placki z blachy z sosem grzybowym)
  • Zestaw dziecięcy ( kotleciki z kurczaka z frytkami i mizerją ) 
a do tego oczywiście dwa extra trunki:
  • Kofola
  • Bernard Lager

Te dania gorąco polecam, były przepyszne. Najbardziej smakowało mi Jadło Leśniczego, ale nie byłam w stanie zjeść całej porcji. Nie będę się rozpisywać o każdym daniu z osobna, po prostu będąc w Wiśle zajrzyjcie na ul. Marii Konopnickiej 27a i sami skosztujcie tych specjałów, i koniecznie nie zapomnijcie spróbować Bernarda Ciemnego!  W całej Wiśle nie znajdziecie lepszego piwa.




Wybaczcie tą spóźnioną recenzję, ale bardzo nie lubię pisać negatywnych opinii, więc postanowiłam dać kremom Veet jeszcze jedną szansę, musiałam jednak sporo poczekać, bo niedawno testowałam depilator firmy Braun (recenzja depilatora). 

Niezmierną niespodzianką była paczka, którą dostałam od ofeminin.pl z kremami Veet, dwa pełnowymiarowe produkty do testowania? Słoneczko świeci, cieszą się dzieci a ja wraz z nimi, bo moje wspomnienia z kremami marki Veet były zawsze pozytywne. 

Nie wiele czekając zabrałam się do testu, postawiłam na nogi bo tam właśnie włoski są najgrubsze. Postanowiłam na jednej nodze przetestować Krem w wersji klasycznej, a na drugiej krem pod prysznic. Otworzyłam tubki i ogarnął mnie przemiły i delikatny zapach kremów, coś czego nie pamiętam z przeszłości. Zazwyczaj kremy nie pachniały tak ładnie, a w kontakcie z włoskami wręcz był to zabieg nieprzyjemny dla nosa. Na tym jednak moje zachwyty się skończyły.


Zacznę od opisania działania klasycznego kremu Veet z tak dobrze wszystkim użytkowniczkom znaną z poprzednich produktów szpatułką. Nałożenie kremu to oczywiście bułka z masłem jeśli się kiedykolwiek wcześniej to robiło. Po przeczytaniu instrukcji pozostawiłam krem na nodze na 5 min, po czym sprawdziłam na małym obszarze czy już zadziałał, efekt nie był zadowalający więc pozostawiłam zgodnie z instrukcją krem na kolejne 5 min. Przyjemny zapach oczywiście przerodził się w ten dobrze znany zapach palonych włosów. Kolejne 5 minut minęło, tu warto dodać, że krem nie wywołał u mnie żadnej reakcji alergicznej, żadnego pieczenia i swędzenia. Niestety nie usunął też wszystkich włosków. Zdejmowanie kremu szpatułką to bardzo szybki sposób na pozbycie się wypalonych włosków, jednak krem nie dał rady wszystkim i część z nich została nadpalona ale nadal siedziała mocno w skórze, musiałam wspomóc się maszynką do golenia. Na szczęście były to pojedyncze włoski.


Pełna obaw co zrobi drugi krem w wersji pod prysznic, po przeczytaniu instrukcji zaczęłam nakładać krem gąbeczką z zestawu. Ta metoda nakładania kremu od razu przypadła mi do gustu bardziej niż poczciwa poprzedniczka - szpatułka. Nałożyłam krem i pozostawiłam na 2 min, zgodnie z instrukcją, po 2 min wzięłam prysznic, uważając żeby nie oblewać bezpośrednio nogi wodą (nie łatwe zadanie). Po kolejnych 3 minutach, podobnie jak przy klasycznej wersji kremu, sprawdziłam na niewielkim obszarze czy krem już zadziałał, spodziewałam się niespodziewanego :) . Zostawiłam więc krem na kolejnych 5 min, nadal uważając tym razem jeszcze bardziej by woda go nie zmyła (wg. instrukcji zawartej na opakowaniu woda powinna go lekko spłukiwać). Po kolejnych 5 min masując nogę ostrą stroną gąbki zaczęłam usuwać włoski, jakież było moje zaskoczenie jak zobaczyłam nadpalone duże obszary włosów, które nadal mocno trzymały się skóry (na marginesie zdejmowanie włosków gąbką było dla mnie męczarnią i stratą czasu). Okazało się, że w miejscach gdzie woda delikatnie obmyła krem, włoski zostały i w grę wchodziła tylko maszynka do golenia - ponownie. 

Podsumowując, gdybym miała polecać Wam jeden z tych produktów poleciłabym klasyczny krem ze szpatułką i gąbkę z kremu pod prysznic do jego nakładania. 

Nie chciałam tak tej recenzji zostawić więc jak już wyżej wspomniałam, postanowiłam dać Veet drugą szansę i poprawić błędy, które wynikały z ścisłego trzymania się instrukcji. W przypadku kremu klasycznego błędów nie było więc przetrzymałam krem o 3 min dłużej niż nakazywała instrukcja, niestety nie pomogło to na moje włoski. Natomiast w przypadku kremu pod prysznic, po prostu nie wzięłam prysznica i po 10 min zaczęłam ściągać krem, efekt był dużo lepszy ale nadal krem nie poradził sobie w 100% z moimi włoskami.

Dlatego z przykrością nie mogę polecić żadnego z tych kremów, w oparciu o własne doświadczenie. Być może moje włoski są po prostu zbyt grube by krem sobie z nimi poradził, bo widziałam recenzje innych blogerek i były one dużo bardziej pozytywne. Polecam zatem przetestować jeden wariant każdej z Was z osobna. Napiszcie w komentarzach czy miałyście problem czy wszystko poszło zgodnie z planem.



Ostatni tydzień poświęciłam na testowanie nowego depilatora firmy Braun - Silk-épil 7-561 składający się z 6 części, głowicy i 5 różnych nasadek w tym jednej golącej z możliwością przycinania, tak więc możemy powiedzieć,  że zestaw ten zawiera 6 różnych nasadek, a do tego mamy klasyczny pędzelek do czyszczenia głowicy, kabel zasilający, instrukcję obsługi i woreczek, do którego możemy zmieścić cały nasz zestaw.

Wszystko to razem zapakowane w niewielkie pudełko zawierające podstawowe informacje o produkcie i jego możliwościach, a wśród nich znajdziemy takie informacje jak:
  • opis 6 końcówek 
  • informację o działaniu baterii i o czasie jej ładowania
  • informację o tym, że nasze urządzenie może być stosowane do całego ciała jak i do twarzy (info tylko w języku angielskim)
  • ikonka mówiąca nam o tym, że urządzenie nadaje się do pracy pod wodą
  • seria ikonek z informacjami o nowinkach technologicznych 
O wszystkich tych cechach wspomnę bardziej szczegółowo w dalszej części recenzji.


 Tak wygląda cały zestaw Silk-épil 7:

1. Kabel zasilający
2. Głowica goląca z nasadką do przycinania
3. Pędzelek do czyszczenia głowic
4. Urządzenie z masującą głowicą depilującą
5. Nasadka do depilacji twarzy
6. Nasadka do obszarów wrażliwych
7. Nasadka zwiększająca skuteczność użytkowania


Podstawowa głowica depilatora, to ta do której Braun zdążył nas już przyzwyczaić w swoich poprzednich produktach. Urządzenie jest bardzo ergonomiczne i nieskomplikowane.

1. Zdejmowana nasadka masująca
2. Wymienna głowica depilująca lub goląca
3. Przełącznik z dwoma stopniami prędkości pracy urządzenia - wystarczy jednym palcem przekręcić
4. Intuicyjna lampka, podświetlająca nam obszar depilowany
5. Diody oznaczające poziom naładowania baterii
6. Bezpieczne wejście dla kabla zasilania 


Dioda oznaczająca poziom naładowania baterii: zielone światełko + oznacza naładowaną w pełni baterię, natomiast czerwone światełko - oznacza niski poziom baterii. Producent zaznacza, że w pełni naładowane urządzenie może działać nawet do 40 min, to zdecydowanie dłuższy czas niż przeciętny potrzebny do wydepilowania nóg, ale może być za krótki gdybyśmy chciały depilować całe ciało, na pewno wpływ ma na to kwestia wprawy, dlatego początkującym polecam rozłożenie depilacji całego ciała na dwie lub trzy sesje. 


Diody te informują nas również o tym jak przebiega ładowanie przy użyciu kabla, zielone migające światełko oznacza, że urządzenie wciąż się ładuje, po naładowaniu przestaje migać i świeci światłem ciągłym, dając nam znak, że jest gotowe do użycia. Podczas ładowania depilator nie przegrzewa się, a całkowite naładowanie baterii trwa dokładnie godzinę, czyli tyle ile podaje Producent w specyfikacji produktu.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej bogatemu zestawowi nasadek i głowic jakie w tym modelu dodaje Braun.


Zacznijmy od głowicy depilującej i nasadek do niej dołączonych. Pierwszą z nich jest ruchoma nasadka masująca. Te z Was, które używały poprzednich modeli na pewno dobrze ją znają, w tej wersji nasadka nie zmienia się znacząco, jednak mam wrażenie, że posiada większe możliwości ruchu, przez co dokładniej dopasowuje się do ciała. Poniższe zdjęcie prezentuje kąty przechylenia nasadki masującej.


Nasadka masująca to moja ulubiona od wielu, wielu lat nasadka do depilatorów Braun, wierzcie lub nie ale na prawdę uśmierza w niewielkim stopniu ból, podwyższając jednocześnie komfort podczas depilacji.


Nowością dla mnie w tym zestawie (w poprzednich modelach używanych przeze mnie nie było takiej nasadki) jest nasadka zwiększająca skuteczność depilacji, również ruchoma. Na pewno jest to świetna nasadka dla osób wprawionych w rytuale depilacji, nie uśmierza bólu ale za to pomaga precyzyjniej i szybciej uporać się z niechcianym owłosieniem, więc jeśli Twoja skóra jest już przyzwyczajona i bardziej odporna na ból zdecydowanie polecam taką nasadkę.


Również nowością w tym modelu jest nasadka do obszarów wrażliwych, moim zdaniem świetna nasadka o ile jesteście "zawodowcami na szlaku" depilowania. Dystans między skórą a głowicą jest dość mocno zmniejszony, dużo mniejszy niż w przypadku dwóch poprzedniczek przedstawionych przed chwilą. Jeżeli nie macie wprawy w depilowaniu miejsc wrażliwych, zdecydowanie polecam najpierw potrenować z nasadkami z większym dystansem, ponieważ w bardzo łatwy sposób można sobie wydepilować nie tyle włoski, co naskórek, a wtedy ból towarzyszyć Wam będzie przez kilka dni. Kluczowe znaczenie ma tu siła nacisku im większa, tym większe ryzyko zdarcia naskórka.


Ostatnią prezentowaną przeze mnie nasadką do depilacji jest bardzo podobna do poprzedniczki nasadka do depilacji twarzy. Tutaj również siła nacisku jest bardzo ważna, równie ważna jak odpowiednie naprężenie skóry. Nasadka ta, to dla mnie również "szlak dla zawodowców", którego na obecną chwilę się nie tykam. Myślę jednak, że jest to bardzo dobre rozwiązanie dla kobiet, które lubią gładką skórę twarzy. 


Przejdźmy do głowicy golącej z nasadką przycinającą. Głowica ta również nie jest nowością w zestawach Braun, nawet w najbardziej ubogich wersjach otrzymujecie ją w zestawie. Jest to bardzo wszechstronna część, dająca wiele możliwości. Zaprojektowana z myślą o goleniu miejsc pod pachami i okolic bikini, a także modelowaniu i obcinaniu włosów do długości 5 mm. Dzięki tej głowicy z naszego depilatora tworzy się zestaw 2 w 1 super gratka zwłaszcza dla kobiet, które lubią krótkie fryzurki. 


Używając tej głowicy pamiętajcie jednak, żeby zawsze używać najwyższej prędkości pracy urządzenia, a także pamiętajcie o tym by nie czyścić szczoteczką dołączoną w zestawie folii golącej po zdjęciu przeźroczystej nasadki z tworzywa. 


Ostatnim wśród akcesoriów dodanych do urządzenia jest jakże przydatny mały pędzelek (szczoteczka) do czyszczenia głowicy depilatora. Jest malutki i łatwo go zgubić, ale stanowi na prawdę świetny dodatek do urządzenia.

Tak prezentuje się cały zestaw Silk-épil 7-561, czy jest godny polecenia? Zdecydowanie tak, jeżeli jesteście posiadaczkami starszych wersji i zamierzacie wymienić stary model na nowy, albo jeśli stoicie przed wyborem Waszego pierwszego depilatora, zdecydowanie rekomenduję ten produkt jako godny polecenia. Różnorodne nasadki i głowice sprawią, że będziecie miały urządzenie wielofunkcyjne, jakość wykonania zapewni Wam użytkowanie na lata, a nowości takie jak podświetlanie obszaru depilowania czy możliwość depilacji pod wodą to innowacje technologiczne poprawiające sprawność i komfort podczas użytkowania. 

Pamiętajcie jednak, że depilator sam nie depiluje, bardzo ważna w depilacji jest Wasza wprawa i znajomość urządzenia. Możecie iść na żywioł lub zapoznać się z instrukcją użytkownika. Ja mimo wszystko polecam to drugie rozwiązanie.

W przypadku mojej skóry nóg, która jest już dość mocno przyzwyczajona do depilacji po kilkuletnim stosowaniu tej metody najbardziej lubi nasadkę masującą. Nowością dla mnie była depilacja pod wodą, wierzę że woda może uśmierzać ból jednak odniosłam wrażenie, że tak się nie stało. Ból był podobny do tego, którego doświadczam z nasadką masującą, nie mniej jednak pod wodą depilacja przebiegła zdecydowanie szybciej i precyzyjniej.

Na "piątkę z plusem" zasługuje lampka oświetlająca obszar depilowany. Świetne rozwiązanie zwłaszcza jeśli w łazience nie macie okien i depilujecie ciało przy sztucznym oświetleniu. Również na uwagę zasługują pęsety depilatora, które pozwalają na usuwanie nawet najkrótszych włosków, tutaj Producent nie przesadza w reklamie, skóra moich nóg po depilacji Silk-épil 7 jest idealnie gładka.

Uważajcie dziewczyny na swoich facetów, bo może im się spodobać Wasza nowa "golarka" do ich włosków na brodach :) mojemu się spodobała i już kombinuje jak by to działało z jego brodą. Nie dam się! Niech sobie znajdzie swojego Braun'a :)

Podsumowanie:

WIARYGODNOŚĆ PRODUCENTA: 100% 
Funkcjonalność: 5+/5
Ergonomia: 5/5
Bateria: 5/5 wystarczająca dla wprawionych osób
Czas ładowania: 5/5
Dokładność depilacji: 5+/5

Zdecydowanie produkt godny polecenia.